czwartek, 31 maja 2012

Dlugie dni

W moja droge zaczyna sie wkradac rutyna. Ostatnie 2 dni przechodzilem okolo 38 km dziennie. Aktualnie spie w miejscowosci St. Nicolas. No i nastapila zmiana kodu na 3 z przodu. Do Santiagi zostalo mi tylko 370 km. Codziennie robie to samo i staje sie to pewnym automatyzmem. Z jednej strony to wiele ulatwia z drugiej trace czujnosc. Chociaz pewnie niedlugo to sie zmieni. Camino zawsze niesie jakies niespodzianki.

Koncze ta notke bi czas na jedzenie. Dzis funduje sobie menu pelegrini po 9 euro. Zloza sie na to 1, 2 danie butelka wina i deser pewnie jablko.

Ps. Wymydlilem cale moje mydlo :p






wtorek, 29 maja 2012

Do Castrojeriz

Budzik zadzwonil o 5.59. Aaaa znowu! Pomyslal mezczyzna. przewrocil sie na plecy. Przez dluzsza chwile lezal bez ruchu. Gdzie to ja jestem? a w Burgos. Przypomnial sobie. Pielgrzym zalowal ze zatrzymal sie w tym miescie. Nie lubil duzych miast, a zwlaszcza tych na trasie Camino. Nie mialy klimatu, wszedzie bylo pelno turystow, a na dodatek przewodniki nie uwzglednialy miasta podajac kilometrarz. No to dzis okolo 6 km dodatkowo. W sumie okolo 40 km. Czeka mnie dlugi dzien. Rozejrzal sie po pomieszczeniu wszyscy sie goraczkowo pakowali. Dostal sale z jakimis holenderskimi i niemieckimi ludzmi. Wiekszosc po 40. Jedynymi ludzmi jakich jako tako znal byla para z Wegier. Zamienil z nimi w sumie z 20 slow, ale sie polubili. Para miala podobne tempo marszu do niego i czesto sie mijali na postojach. Kazde wymieniane przez nich Hola! Wzbudzalo smiech. To ciekawe jak mozna sie do kogos przywiazac nawet nie rozmawiajac.
Ok czas wstawac.
Zszedl powoli z pietrowego lozka. Poczul bol w prawej stopie. Postawil lewa ajj. Lewa bolala bardziej bo i mial naciagniete sciegno przy kostce. Na szczescie nie musial sie pakowac zrobil to wczoraj. Tylko spiwor gacie i w droge.

Szedl bardzo wolno. Co rusz ktos go wyprzedzal. Nie mysl o nogach ruszaj, nie piesc sie tak. Ponaglal sie w myslach. Gdy slonce bedzie wysoko to wtedy zobaczysz jak jest ciezko.
Przyspieszyl. Po kilkunastu minutach szlo sie znacznie lepiej. Wychodzac z miasta zerknal na slup z termometrem. Bylo 6 stopni.
Fascynujace - w poludnie bedzie pewnie o 20-30 wiecej.
Okolo 9 zjadl lekkie sniadanie. Krosant plus kawa. Ruszyl dalej szlo mu sie znacznie lepiej niz rano. Nadak musial sie spieszyc. Wznosi
sie zbyt szybko. Rzeczywiscie zrobilo sie goraco zbyt szybko. Pielgrzym mial nowy slomiany kapelusz i wysmarowany byl specjalnym kremem, mimo wszystko slonce dawalo sie we znaki. Szedl przez pustkowie nie bylo tam zadnych drzew ani cienia w ktorym moglby sie skryc. Po 2 godzinach nastepny postuj i tym razem pozadny posilek.
ok czas ruszac.
-mowisz po angielsku?
-tak
-ile kilometrow stad jest nastepne miasto?
-okolo 10
rozmowa sie rozkreca i Polak poznaje Gala -Zyda z Izraela. Czlowiek okazuje sie calkiem ciekawy, pozniej rozmowa schodzi na 2 wojne swiatowa i holokalst. Polak patrzy w niebo. Goraco jak w piecu. Hmm zdecydowanie powinienienem zmienic temat.
-jak ci sie podoba w Hiszpani?
Rozmowa schodzi na lzejsze tematy ale po czasie sie urywa i kazdy rusza w swoja strone.

...o okolo 18 pielgrzym dotarl do celu. Do Santiago pozostalo 449 km. (wg przewodnika)















niedziela, 27 maja 2012

Unit 6 : People

Ha! wlasnie jestem w jakiejs strefie nowoczesnych technologi - obczajcie fot 1 :p
W czasie drogi spotaklem wielu niesamowitych ludzi. Niestety porozmawiac moglem tylko z tymi co jako taki posluguja sie angielskim ( nie spotkalem anie jednego polaka). Chociaz nie, po winie moge rozmawiac w kazdym jezyku :p na migi da sie calkiem sporo wymienic informacji np. spotaklem czlowieka co niosl  chyba caly dom na plecach i na kazdym etapie byl mega zlany potem - Wycieczony Hiszpan . Na migi kminilismy jak moze zredukowac mase bagazu. Jak spotkalem go nastepnego dnia to nadal byl caly zlany potem ale dom wygladal na mniejszy.

Aj mam tylko 16 min wiec krotkie opisy. Sory ze nie poobracalem ale nie mam czasu.


 Bartolini i Amazonka. Koles jest niesamowity wykminil sobie ze bedzie jezdzil po swiecie, a zarabiac bedzie masujac ludzi. Studiowal tez akupunkture i medycyne chinska ( sic!) to tu calkiem popularne. Poglady na swiat ma takie ze nie powinno byc pieniedzy i wszystko powinno byc zadarmo, ale to nie przeszkadza mu brac 25€/h ( w Ekwadorze podobno bral tylko 5$ ale obiad tam kosztuje poltora )
Obczajcie jego stylowa bluze z wilkiem, qrde tez bym taka chcial :p
 Katy, Kreig i Lucy wszyscy z USA . Kreig zarobil na gieldzie i teraz w wieku 50 lat jezdzi po swiecie i jest na emeryturze. Moze i mi tak sie kiedys uda. Lucy pojechala na Camino z corka i jest chyba najszybszym chodziarzem tutaj.
 Zdjecie z wczoraj. Darmowe spanie i kolacja. To jest dzwinnica koscielna.  Genialny nocleg.
Ten sam nocleg tylko poziom wyzej.
 Maki...
 Victorii z Kanady pierwsza osoba ktora poznalem na szlaku.
 Salvi druga osoba ze szlaku . Ma wlasny gabinet z akupunktura. Robi kamino zeby uczcic przodkow
 Kon jaki jest kazdy widzi.
a macie kociarze.
Ziemia.


 Ludzie oczekuja Jego przyjscia, a on tu juz jest i co robi?
-bulki robi :D
 a tu zarosniety ja.
Ja i Salwadore wlasciciel schroniska

piątek, 25 maja 2012

Pociągiem do Logronio

Po dotarciu do Zaragozy podialem decyzje że pomijam całą część camino z Saragossy do Logronio. Nie ma tam wiele schronisk idzie sie caly czas pustkowiem i do tego prognozy zappwiadaja upaly.
Do Logronio dotarlem pociagiem (14 € za 170 km -calkiem przyzwoita cena) i tam dopiero zonaczylem roznice w infrastrukturze pielgrzymiej. Sciezka dobze oznaczona restauracje oferuja specjalne znizki dla pielgrzymow no i nocleg mialem za "co laska". Dodatkowo czlowiek co byl wlascicielem schroniska zaproponowal obiad i sniadanie - nie odmowilem :)
Teraz pisze z baru wifi dziala znakomicie. Do konca dnia zostalo mi 11km. Niby malo ale jesli temp bedzie taka jak wczoraj (37 stopni C) to bedzie rzeznia.
P.S. Dzis przrwodnik zapowiada Refugio z basenem za "donativo" zobacze czy to prawda









środa, 23 maja 2012

Pieśń wiatru i słońca

Ostatnio mialem okazję obejrzeć pogodę w telewizji. W prawdzie niewiele zrozumiałem co Pani do mnie mówiła, ale jak zobaczylem D idące na Hiszpanie to wiedziałem że może być krucho. W ostatnim wpisie było o burzy dziś parę fotek ze zmagań z wiatrem i słońcem.
...Hmm w sumie jak je teraz przeglądam to niewiele da się zobaczyć z tych zmagań. No nic takie muszą wystarczyć :p
Dziś słońce paliło chyba najbardziej odkąd jestem w hiszpanii, chociaż do południa nic tego nie zapowiadało po13 (gdzies o tej słońce jest w zenicie) upadł był maskryczny. Ja wtedy bylem gdzies w czzrnej dupie bez jakichkolwiek drzew czy szansy na cien. W pewnym momencie czulem sie jak ta blondynka co przeplynela 8km z 10 stwierdzila ze nie da rady i zawrocila. Ja dzia tez niby wiedxialem ile mam przejsc jednak jak z ktoryms z koleji wzgorzem po horyzont widzialem tylko wzgorza to niewiedzialem isc dalej, wracac czy moze siasc i plakac. Czary goryczy dopelnialo oznajowanie szlaku gdzie na duzej liczbie skzyzowan nie bylo zadnego znaku jak isc a same strzalki pojawialy sie gdzies co kilometr. Na szczescie slonce mimo ze palilo okazalo sie dobrym przewodnikiem i dzieki niemu i mojej wewnetrznej mocy Jedi :) trafilem do celu.

Tak wiec w ostatnie dni troche przyspieszylem i teraz jestem 25 km od Zaragozy. Plan na jutro-dotrzec tam przed poludniem i troche pozwiedzac.