Dzien 2
Ten dzień zaczyna się wyjątkowo szczęśliwie. Od razu odnajduję ścieżkę, a do tego jestem po zachodniej stronie Terrasy, więc zajebiście. Pozniej tez wszystko byloby fajnie.
...Gdyby droga nie wiodła przez teren budowy jakiejś przeprawy więc schodzę najpierw w dół jak jakiś kretyn po miękkim żwirze, w sumie nie zdawałem sobie sprawy że to przeprawa :) na a potem wchodzę po tak samo miękkim żwirze. Nawet nie przeklinam- nie mam sił.
Przez pół dnia kminilem jak ominąć klasztor Moserrat, bo widziałem na mapce ze szlaki się krzyżują i nie trzeba wchodzić na tą górę. Oczywiście okazało się że mapa była nie w skali i szlaki faktycznie się krzyżowały, ale pod samą górą.
Za mna 8h marszu, przede mna decyzja wchodzić nie wchodzić - dobra wchodzę kupię sobie ten paszport pielgrzyma przy okazji.
Wspinaczkę wynagradzaja widoki.
Kiedy juz moge zobaczyc z wmiare bliska ;p klasztor ciesze sie strasznie, ale zaraz uderzam sam sobie wielkiego facepalma- na szczyt mozna bylo wjechac kolejka.
No nic, co zobaczylem to moje.
Koniec dnia spedzilem w towarzystwie amerykansko-australijsko-kanadyjskiej ekipy. Kurde myslalem ze te wszystkie wooohaaa!, wooow dude! Itp. to tylko w filmach ale oni na serio tak gadali.
W sumie to calkiem smiesznie jak sie czlowiek przelamie i tez tak zacznie. Ludzie okazali sie calkiem spoko nawet rano dostalem od nich jakis genialny odkazacz co go w Polsce nie ma.
Ps. Nie moge zrzucac narazie zdjec z aparatu wiec to sa tylko te co robilem komorka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz