sobota, 23 czerwca 2012

Barcelona

Barcelona była pierwszym hiszpańskim miastem jakie zwiedziłem. Już wysiadając z autobusu lotniskowego w centrum wiedziałem, że Hiszpanie to nie Polacy, acz zupełnie inna kultura.
W sumie miałem szczęście bo Ci hiszpańscy oburzeni robili demonstracje w niedziele czyli czas mojego przylotu do Hiszpanii. Wrażenie było niesamowite. Na jednym placu mieszali się przechodnie, turyści i oburzeni. Było wesoło i tłocznie, a z różnych części placu dobiegał zapach konopi.

 Tutaj medytacja. Zastanawiałem się to przez zbliżające się Euro obrano taką formę modlitwy.
 Budynek w tle " Banko Espaniol de credito"
 Levis co wstrzelił z reklamą.







 Niby nic, a jednak cyc.
Na Camp Nou. Pojechałem tam tylko dlatego, że obiecałem Boskiej i Krajesiowi, ale się nie zawiodłem stadion wygląda naprawdę imponująco. W sumie miałem szczęście przy wchodzeniu na płytę boiska bo zamiast czekać w długiej kolejce do wejścia na stadion to wszedłem wyjściem :)



 Hall of fame.




 Panoramka
.




 Teraz seria kolorowych zdjęć z bazaru.



 Chupa chupsy podobno jadalne
Ryby  i owoce morza. Szkoda tylko, że w takich cenach.

 Szybki make up przed robotą.




 Port zawsze ma w sobie magię.
Ciekawa fontanna w porcie.


Zabrakło zabytków? Nie czekaj wyślij SMSa na bezpłatny numer telefonu 666( 2,46 zł) , aby otrzymać porcję nowych ciekawych zbytków z Barcelony. 
Alternatywną metodą jest wpadnięcie do mnie na piwo i ciastka czy kawę i czipsy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz