wtorek, 5 czerwca 2012

Ponferrada - 202 km do Santiago

Wlasnie przebylem chyba najladniejszy odcinek Camino do tej pory. Sciezka z plaskowuzu powiodla mnie w gore. Z wysokosci 500 n.p.m. przezedlem na wysokosc 1500 n.p.m. Bylem tak rozpalony tymi wszystkimi widoczkami ze okolo 16 godziny (wczoraj) postanowilem ruszyc dalej. Szczytowalem okolo 18 ;) tym sposobem otarlem sie o swoj rekord i zrobilem wczoraj 47km. Zaraz za szczytem znajdowala sie mala wioska( w przewodniku podawali ze ma 1 mieszkanca (sic!), a w niej alberque. Okazalo sie to nie prawda bo mieszkancow bylo 4 ,a dodatkowo 3 psy i 3 koty. Alberque bylo niesamowite Tomas- glowny hospitaliero postanowil prowadzic je w taki sposob jak to bylo w sredniowieczu. Czyli ze niebylo tam swiatla, spalismy na drewnianym stryszku z przeswitujaca podloga no i nie bylo wody innej niz w strumyku ;) ale te wszystkie nieprawdopodobienstwa wspolczesnego swiata odchodzily w niepamiec dzieki klimatowi jaki tworzylo schronisko. Kiedy bylem okolo 100m od schroniska rozlegl sie dzwon oznajmiajacy ze ida pielgrzymi. Pozniej wspolna kolacja, a potem wspolna modlitwa. W sumie nie bylo by w tym nic dziwnego gdyby Tomas na czas modlitwy nie przebral sie w stroj Templariusza, a potem przed figurka Matki Bozej fatimskiej nie stanal z mieczem recytujac slowa modlitwy. Pozniej okazalo sie ze faktycznie jest zapszysciezonym Templariuszem. W sumie chyba latwo nim zostac bo tu gdzie jteraz jestem w Ponferradzie jest siedziba bractwa i wystarczy wypelnic jakis druczek zaplacic wpisowe i zlozyc przysiege. Kurcze 23 zelazne zasady do przestrzegania to dla mnie chyba za duzo. Z rana czekalo na nas standardowe sniadanie na szlaku czyli kawa i herbatniki z dzemem. To juz nie takie fajne, ale zawsze warto przyjac z wdziecznoscia to co ktos ofiaruje tobie z dobrego serca. W schronisku spotkalem jakiegos niemieckiego biologa, ktory z zapalem opowiadal o tutejszej faunie. Mowil o niesamowitych ptakach jakie mozna spotkac tylko tutaj i ze jak umie sie patrzec to sie je dostrzeze. I rzeczywiscie schodzac z gory mialem glowe zajeta tymi wlasnie ptakami ktorych nie potrafilem dostrzec, a teraz moze bede potrafil. No i wpatrywalem sie w galezie, krzaki, patrzylem w niebo, ale nic nie moglem wypatrzec. Dopiero po kilkunastu kilometrach udalo mi sie chyba dostroic wzrok i spojrzalem na swiat oczami biologa. Widzialem slowika, kukulke, sroke. Widzalem tez ptaki ktorych nazw nie znam i pierwszy raz w zyciu widzialem. Probowalem tez robic zdjecia, ale okazalo sie to nie latwym zadaniem. Potrzeba do tego lepszego obiektywu. Udalo mi sie zrobic tylko zdjecie boscka w locie co uwazam za pewien sukces.

Niestety zdjec dzis wam nie pokaze bo czytnik kart SD jest tutaj uszkodzony :p. Jak bede mial okazje to wrzuce te zdjecia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz