sobota, 2 czerwca 2012

W drodze do Leon

Ha! W koncu zabraklo slonca, a wczoraj padal deszcz. Dzis idzie sie swietnie. Chociaz mam do pokonania 40 km. Nie martwi mnie to zbytnio. Terz jestem po 18. Dzieki temu ze w knajpie mieli dzialajavr wifi skusilem sie na kawe.
W zdjeciach macie moje dzisiejsze sniadanie- duzy zastrzyk energii i protein.




4 komentarze:

  1. śniadanie wygląda tak smakowicie,że sama bym się z chęcią skusiła:)
    A widoków zazdroszczę.Świetnie się czyta Twoje zapiski.

    Pozdrawiam i życzę samych sukcesów na kolejnych kilometrach:P

    Kasia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty tam szfagier uwazaj zeby Cie nie obesrało czasem :D Organizm odzwyczajony od białka a tu nagle kilogram jajecznicy. Fajnie to miasteczko wygląda, mam nadzieję, że większość z nich to takie małe puebla. Klimat!

    OdpowiedzUsuń
  3. czy Ty jesz ciecierzycę:)?

    OdpowiedzUsuń